wtorek, 11 listopada 2014

2 "Co za dzień" część ||

Siedzę na szpitalnym łóżku i odliczam minuty do opuszczenia tego miejsca. Właśnie do mojej sali wszedł lekarz z wynikami.
- Panno Swan, nie widzę nic niepokojącego w twoich wynikach. Wyszły pozytywnie. Nie widzę potrzeby trzymania cię tu dłużej.
- Dziękuję panie doktorze.- mężczyzna jeszcze coś spisywał, a ja spojrzałam na jego plakietkę z imieniem i nazwiskiem. Horan...hmm...ładne nazwisko, skądś kojarzę. Czekaj, czekaj czy to ne jest ojciec Niall? O mój boże! Ale ja jestem głupia.
- Proszę, to potwierdzenie wizyty, musisz ją tylko zanieść do recepcji i jesteś wolna.
- Dziękuję  do widzenia.- no wreszcie wolna. Matko ile można robić głupie badania.

Szłam własnie do wyjścia, zahaczając oczywiście o recepcję, gdy usłyszałam znajomy głos i drugi kobiecy strasznie na siebie krzycząc. Podeszłam trochę bliżej, aby mieć lepszy zasięg wzroku i słuchy. Nie, nie chcę podsłuchiwać, tylko dowiedzieć się kto tak krzyczy.
Lekko wyjrzałam zza rogu i ujrzałam Nialla i jakąś brunetkę.
- To co, miałem pozwolić jej zginąć?
- Nie wiem, może?! Posłuchaj, nie mówię, że źle postąpiłeś, ale narażasz i nas i ją, rozumiesz?! Może i ona jest spoko i wogóle, ale chyba nie chcesz aby coś jej się stało, prawda?
- Sugerujesz coś?
- Oczywiście, że nie, ale...
- Czułem, że ona zaraz będzie w niebezpieczeństwie i coś kazało mi ją uratować. Nie wiem czemu, ale nie mogłem przecież patrzeć jak przygniata ją samochód. No Rosalie, obudź się!
- Przecież nic takiego nie powiedziałam.
- Słuchaj, ona nic nie podejrzewa, jest w szoku.- wtedy brunetka kiwnęła na mnie głową, a blondyn się odwrócił.
- Porozmawiamy w domu.- i odeszła. Chłopak podszedł do mnie, niestety nic nie mogłam wyczytać z jego oczu, nie pokazywał żadnych emocji. Był, można powiedzieć, że obojętny.
- Dużo słyszałaś?
- Nie, niedawno przyszłam. Powiedz mi, jak odepchnąłeś samochód?
- Normalnie, ręką.
- No tak, ale z taką siłą, że aż zrobiłeś wgniecenie.
- No wiesz, siłownia i ćwiczenia.
- Myślę, że to jednak za mało a taką siłę.
- Posłuchaj jesteś w szoku i chyba za dużo sobie wyobrażasz.
- Wiem, co widziałam.
- Odpuść, nikt ci nie uwierzy w te przypuszczenia.
- Nie mam zamiaru nikomu powiedzieć. Nie jestem taka.
- Zapomnij o tym. Po prostu mi podziękuj i tyle.
- Dziękuję.- odchodził już, gdy nagle się odwrócił
- Nie możemy się już przyjaźnić.
- Co???? Ale, j-jak to?- poszedł sobie. Najzwyczajniej sobie poszedł. Co za cham. Dobrze, chcesz tak się bawić, to ja tez pogram w tę grę.
Zdenerwowana i zirytowana poszłam do domu. Tata chciał po mnie przyjechać, ale powiedziałam mu, że czuję się świetnie i spacer dobrze mi zrobi.

Po powrocie do domu wzięłam prysznic i rozmawiałam z mamą przez telefon. Tęsknię za nią, ale tak jest lepiej dla nas. Pod koniec powiedziała mi, żebym sprawdziła skrzynkę pocztową. Nie powiem, zdziwiłam się, ale zrobiłam tak jak powiedział. Ciekawe co tym razem wymyśliła.
O ja cię! No nie mogę! Mama wysłała mi płytę Braci. Tak, tego polskiego zespołu. Jak byliśmy w Polsce, po raz pierwszy usłyszałam ich piosenkę i tak mi się spodobała, że zaczęłam ich słuchać. Obiecała mi, że jak będą tam to wyśle m pocztą. I nie kłamała. Kocham ją!

Wróciłam do pokoju i z Braćmi usnęłam. Wstałam wcześniej niż normalnie. Wykąpałam się i zaczęłam szperać w komodzie w poszukiwaniu odpowiedniego stroju do dzisiejszej pogody. Pomimo tego, ze słońce świeciło, było dość wietrznie.
Ubrana i gotowa zeszłam na dół. Zjadłam moje ulubione, miodowe płatki i wyszłam do szkoły. Dzisiaj postanowiłam pójść pieszo, ponieważ chciałam przemyśleć parę spraw.


Aktualnie stałam przed swoją szafką, do której wkładałam kurtkę, ponieważ w środku budynku, było bardzo ciepło. Mo humor dzisiejszego dnia była nawet znośny, jednak jak zawsze coś, a raczej ktoś musiał mi go zepsuć.
- Lustra w domu nie masz, czy stylu?- jak ten plastik mnie denerwuje.
- Odpuść.
- Co, Niall cię rzucił?- what???? Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać jak opętana. Ja i Niall???? Nigdy! Po chwili uspokoiłam się.
- Opierdol się po dobroci, albo ci pomogę.- i odeszłam. Jak ona mnie wkurza, to nawet nie wyobrażacie sobie.
Wreszcie przerwa na obiad. Pełna radości ruszyłam do stołówki. Wzięłam sobie winogrono, kawałek pizzy i wodę. Z cały moim zapasem jedzenia ruszyłam do moich przyjaciół.
- Hej.
- Hej.- odpowiedzieli wszyscy chórem. Zajęłam miejsce pomiędzy Jess a Emillie. Uwielbiam te dziewczyny. Są takie zabawne. Przez całą przerwę rozmawialiśmy o jesiennym balu i o przystojnych chłopakach w szkole, a reszta paczki (chłopaki) gadali na temat koszykówki.
- Av, czemu Niall Horan cały czas na ciebie patrzy?
- Jak to cały czas?
- No od kąt z nami usiadłaś. Czy li całą przerwę.- czy on jest jakiś chory psychicznie?
- Nie wiem.- na szczęście dzwonek mnie uratował. W przejściu przeszłam obok blondyna.
- Nie gap się na mnie przez cały czas. To jest chore.- syknęłam i odeszłam w stronę klasy.

Właśnie skończyłam angola i szłam do wyjścia razem z całą paczką. 
- Wybieracie się na jesienny bal?- spytała Jess.
- Ja nie idę.
- Czemu?
- Nie lubię takich imprez, ale życzę miłej zabawy.
- Dzięki, ale będziesz na balu absolwentów?
- Oczywiście.
- Av, pojechałabyś z nami na zakupy? Musimy kupić sukienki.
- Jasne.- chłopaki poszli w druga stronę, ponieważ nie idziemy w tym samym kierunku. Niedługo po tym i z dziewczynami się rozłączyłam, ponieważ  znalazłyśmy się pod moim domem.
- To jutro po zajęciach.
- Ok. Pa.- i poszły. Znowu zostałam sama. Jak zwykle.

*na zakupach w piętek*
Siedzę z dziewczynami już od 2 godzin w jednym sklepie. Nie mogą się zdecydować na sukienki.
- A może ta?
- Jezzu, wszystkie są piękne
- Ale nie możemy się zdecydować. Idziemy do kolejnego sklepu.
- Nie!- pędem ruszyłam pomiędzy sukienki i wybrałam dwie.  Do tego bolerka i buty i do kasy. Za wszystko zapłaciły i ruszyłyśmy do wyjścia.
- Boże Av! Masz niepowtarzalne wyczucie stylu. Dzięki.- obie rzuciły się na mnie i przytuliły.
- Ok, to teraz idziemy coś zjeść.
- Dziewczyny ja jeszcze skocze do księgarni.
- Iść z tobą?
- Nie, trafię. Spotkajmy się w tej restauracji z rogiem, ok?
- Jasne.

(od lewej, stylizacja Jess, a później Emillie)

W księgarni kupiłam książkę o "magicznych" istotach, typu wampiry, wilkołaki i takie tam. Musze trochę poczytać o tym.  Tu dzieję się coś dziwnego i muszę sprawdzić co. Wracałam właśnie do umówionego miejsca z dziewczynami, gdy przyczepili się do mnie jakieś typki.
- Gdzie się wybierasz maleńka?
- W przeciwnym kierunku co ty.
- Grzeczniej może?
- Bo?
- Bo dostaniesz?
- Prezent? Oh, nie musisz.
- Ostra, lubię takie.
- Do prawdy? A ja nie lubię ciebie.- przywaliłam mu w twarz i chciałam uciec, ale pozostali zagrodzili mi drogę. 
- Nie powinnaś była tego robić.- dostałam od niego z pięści w nos tak mocno, że aż zachwiałam się do tyłu. Nagle nadjechał jakiś samochód.
- Wsiadaj.- proszę państwa, mój bohater Niall Horan. Posłusznie wsiadłam do środka. On wysiadł i chyba chciał im oddać w moim imieniu, ale odpuścił. Na szczęście. Odjechaliśmy z piskiem opon.
- Nic ci nie jest?
- Nie, chyba nie. Nos mnie trochę boli, ale to przejdzie.- chusteczką wytarłam krew i na szczęście już nie leciała.
- Jak można uderzyć dziewczynę! Co za dupki. Chciałem im wpierdolić, ale zapomniałem, że ty tu jesteś i się rozmyśliłem. Łby bym pourywał.
- Spokojnie. A tak wogule to co tu robisz? Śledzisz mnie?
- Nie, przejeżdżałem tędy i zauważyłem ta sytuację, więc zainterweniowałem.
- Oh, ok.- chciałam włączyć ogrzewanie i wyciągnęłam dłoń do pokrętła, w tym samym czasie blondyn zrobił to samo i nasze palce dotknęły się. Jego dłoń była bardzo zimna, jednak czułam od jego osoby ciepło.
- Nawet nie chcesz wiedzieć, co im chodziło po głowie.
- A ty wiesz?
- Tak.
- Jak to możliwe?
- Ja...umiem czytać w myślach.
- Na prawdę?
- Tak.
- Kim ty jesteś?
- To....skomplikowane. Nie jestem dobrym człowiekiem.
- Nie prawda, jesteś. Już tyle razy mnie ratowałeś.
- No tak, ale...po prostu nie jestem tym za kogo mnie uważasz.
- To kim jesteś? Bo mam już parę teorii.
- To zrobimy tak, dam ci miesiąc na poznanie mnie. Będziesz mi zadawała pytania a ja będę odpowiadał na nie. Po miesiącu, będziesz musiała ostatecznie powiedzieć, za kogo mnie uważasz, dobrze?
- Ok.- to będzie dłuuuugi miesiąc.

Ban shee:*







1 komentarz: